SZLAMOWE RECENZJE# NINJA GAIDEN (SEGA MASTER SYSTEM, SEGA 1992)

ninja

W związku z tym, że Szlam przeszedł w stan spoczynku postanowiłem zarchiwizować  swoje wszelkie recenzje i opublikować je na łamach Gram Od Rana. Pewnie znajdą się tacy, którzy nie mieli okazji się z nimi zapoznać. Przez najbliższe dni będą mogli to nadrobić:) Zapraszam.

Złość, poirytowanie i satysfakcja. Tymi trzema słowami można opisać odczucia dotyczące Ninja Gaiden na konsolę Sega Master System. Jeżeli wymienione sformułowania zdają się tobie nie pasować do gry video, to znaczy że nie miałeś do czynienia z tytułem wydanym przez Segę.

I dobrze! Bo z wielką przyjemnością przedstawię ten tytuł.

ninja-gaiden-master-system-original-tectoy-raro_mlb-f-230442490_6238

Na przełomie lat 80. i 90. temat postaci znanych jako ninja był bardzo modnym zagadnieniem. Producenci gier, rzecz jasna, też chcieli mieć z tego korzyści. W związku z tym w 1988 roku na automatach pojawiła się pierwsza część przygód naszego zabójczego ninja. Gracze byli zachwyceni tytułem i zostawiali spore pieniądze w salonach gier (nic dziwnego bo gra nie należy do łatwych). W związku z popularnością nastąpił wysyp konwersji słynnego Ninja Gaiden na różne konsole: NES, Gameboy, Game Gear, Atari Lynx, Snes, Mega Drive i Sega Master System. Zajmiemy się wersją na ostatnią z wymienionych konsol. To właśnie ona zabrała mi bardzo dużo czasu.

ninjagaiden1historiaca4

Wydawać by się mogło, że w grach z tego okresu fabuła nie jest czymś istotnym. Jednak tu występuje, dlatego też warto się jej przyjrzeć. Tym bardziej, że nie jest to ta sama opowieść co w innych portach. Nasz bohater Ryu Hayabusa poinformowany został, że coś niedobrego stało się w jego wiosce. Postanowił więc to sprawdzić i pomóc swym bliskim. Niestety informacja ta była prawdziwa – Ryu zastał zniszczoną i splądrowaną wioskę. Dokonała tego banda rzezimieszków z zapaśnikiem Sumo na czele. Dzielny ninja dowiaduje od konającego mieszkańca wioski o kradzieży BUSHIDO. Czym jest owa rzecz? To pradawny dokument, który daje możliwość panowania nad światem. Artefakt był od zawsze chroniony przez przodków Ryu, tak więc nic dziwnego że on sam postanowił go odzyskać. Nasz pragnący zemsty bohater wyrusza w poszukiwaniu bushido i winnych.

Już przy zetknięciu z pierwszym poziomem widać, że mamy do czynienia niespotykanie dobrą grafiką, która w pełni oddaje szczegóły drzew, trawy i trzeciego planu. W dodatku Ryu jest bardzo dobrze zanimowaną postacią (na przykład latający sznurek obok jego głowy). Ninja musi być też sprytny i zwinny. Tutaj mocno się do tego przyłożono. Nasza postać biega jak Sonic na sterydach, potrafi łapać się gałęzi, rusztowań i innych rzeczy, a także szybko włada swym niezastąpionym mieczem. Miecz to jedyna broń Ryu? Byłoby nudno. W związku z tym twórcy dorzucili inne świetne bronie i możliwości w wielu różnych miejscach na mapie. Mamy do dyspozycji znane akcesorium ninja, czyli gwiazdki w różnych ilościach i konfiguracjach rzutu. Moce, które nie są przecież niczym dziwnym u kogoś z rodu faworyzowanego przez bogów. Co z przeciwnikami i lokacjami? Nie ma na co narzekać. Na każdym poziomie spotkamy innych złoczyńców, a bossowie będą dla mniej wprawionych (chyba się do nich zaliczam) nie lada wyzwaniem. Przyjdzie nam powalczyć w górach, lesie, mieście, ulubionych przez wszystkich graczy planszach lodowych i wielu innych. W sumie leveli jest osiem.

Zanim stwierdzisz, że gry w telefonach mają większą żywotność i „mój” Ninja Gaiden nadaje się może na godzinę gry to radzę czytać uważnie dalej.

gaiden

Gra wydaje się być nieco łatwiejsza od części na Nesie, ale nie ma się co oszukiwać – JEST TRUDNA.
Już na początku rozgrywki zostajemy zaatakowani przez ptaki (prawie tak wielki jak Ryu!), złoczyńców ciskających gwiazdkami i szybko lecącą kulę z kolcami (może to Sonic?). Na dodatek, gdy z radości przyjdzię nam poskakać po gałęziach lub rusztowaniach, wybuchnie nam bombka pod nogami. Fakt, nie giniemy od jednego ciosu i mamy jakiś tam pasek życia. Cały ból opiera się jednak na tzw. odrzucie. Gdy wleci w nas ptak, to zostaniemy odepchnięci dwa metry od atakującego. Zazwyczaj ci wrogowie ustawieni są nad przepaścią. W związku z tym pięć razy wpadniesz do dziury w ziemi i zginiesz, zanim zdasz sobie sprawę w jaki sposób go pokonasz. Pięć razy? To ile tam jest żyć? Żyć, moi mili, mamy trzy. Błogosławieństwem jest opcja CONTINUE pozbawiona limitów. Tutaj game over ustanawiasz sam. Teraz ktoś może powiedzieć, że w takim razie ta gra to pryszcz. Zagraj, zmienisz zdanie. Wrogowie są tak ustawieni by celowo nas wrzucać do przepaści, zniszczyć nas kilkoma ciosami, bądź nie dać nam wejść na platformę. O ile dziesięć razy nie powiedzie nam się z którymś miejscem, to za jedenastym możemy mieć ochotę wyrzucić konsole przez okno. Przejście danego etapu gry daje satysfakcję a ukończenie całości to mocne przeżycie.

Historia Ninja Gaiden może wciągnąć, a sam tytuł nieźle wkurzyć lub uszczęśliwić. Niepotrzebne są nam żadne pucharki czy trofea. I bez nich czujemy, że zrobiliśmy coś ekstra. Bawiłem się świetnie i będę chciał wrócić do tego tytułu. 10/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s