HALO 2 – 10 godzin ratowania świata

Halo2

Dziś dzień jest tym dniem w którym to udało mi się uratować ziemie. Uratowałem ją nie sam jak prawdziwy amerykański heros, a z pomocą obcych. Jednak nie było to łatwe! Było to efektowne, emocjonujące i spełniające moje oczekiwania. Pozwólcie że zacznę od początku…

„Ogólnie rzecz biorąc”
Pierwsza część Halo wywarła na mnie ogromny wpływ pod względem tego , czego powinienem oczekiwać o gier SF i jak moim zdaniem powinno wyglądać takie zagadnienie. Nie mówie że po pierwszych pięciu minutach stwierdziłem że to było TO. O nie! Strzelanie do małych stworków które latają z blasterami i krzyczą modulowanym cieńkim głosikiem wcale nie przemawia z początku na korzyść. Jeżeli więc nie jesteś w stanie tego przeżyć drogi graczu to uprzedzam cie że nie masz czego tu szukać.W drugiej części też masowo uświadczysz te stworzenia. Jeśli jednak tak jak ja stwierdzisz że tak to ma wyglądać i jest okej to polubisz tą serie jak mało którą. Czy jest coś jeszcze co trzeba w tej grze przeboleć? Jest. Czujesz że mocno rażą cie w filmach amerykańskich „nadmuchane” dialogi i traktowanie głównego bohatera jak postać legendarną i nie mającą sobie równych? Ostrzegam cie więc. Tu jest tego cała masa. W moim odczuciu jednak jest to „in plus” i powoduje jakiś swoisty przyrost mocy i poczucie że przecież nie możesz zawieźć tych wszystkich marines którzy tak na ciebie liczą. No okej, w wielu fpp doświadczymy taki składnik. Swego czasu o tej serii mówiło się że jest rewolucyjna i nieziemsko dobra. Tak jest. Jednak w dobie dzisiejszych shooterów pierwsze 2 części HALO przestają już być tak rewolucyjne. Otóż HALO zasłynęło obsługą 2 analogami (dacie wiarę?) no i wspaniałą grafiką która przy ps2 w tamtym okresie spokojnie zasługiwała na miano 9/10 (bo zawsze może być lepiej). No i lepiej nastało. Po pewnym czasie wyszła kontynuacja. HALO 2 dało nam to czego pierwowzór nie miał. Możliwość trzymania 2 blasterów naraz (w tym jednak momencie pozbawieni byliśmy możliwością ciskania granatami). Jeszcze lepszy arsenał i więcej pojazdów którymi mogliśmy sterować. Śmiem twierdzić że również grafikę Jednak o tym nawet nie wspominam. Tą bowiem byłem zachwycony i tak jak staram się na nią nie zwracać uwagi z racji retrogrania. Tak tu byłem wniebowzięty i momentami wręcz wolałem zwiedzać niż strzelać.

HALO, HALO.

Halo 2 zajęło mi 10 godzin grania. Każdą wolną chwile spędzałem nad tym tytułem. Dały mi na to przyzwolenie częste checkpointy na levelach i możliwość dowolnego zapisu. Jak mogliście usłyszeć w ostatnim podcaście lub też nie byłem zdruzgotany tym że było mi dane w tej części grać po obu stronach barykady ( tylko z pozoru, jednak nie chcę zdradzać szczegółów). W związku z czym co drugi level byliśmy obcym który to cisnął w potworki podobne do siebie, zaś będąc master chiefem atakowaliśmy obcych którzy wyglądali identycznie jak ten którym sterowaliśmy. Pogmatwane? Nieco, jednak znośnie rozwiązane. Bycie obcym sprawiało frajdę gdyż dane nam było zamakować jednej różnicy. Złapać w łapki coś na krztałt kosmicznego „soul calibur” i walką wręcz cisnąć w przeciwników. Dawało to absolutną frajdę ponieważ mając taki oto oręż mogliśmy walić nawet w te postacie które to atakowały nas z powietrza. Wyglądało to bowiem jak rozpęd i wielki skok spowodowany złością. Co do wrogów, w tej części było ich zdecydowanie więcej. Nie ma co ukrywać. Były momenty w których nie miałem czasu celować i modliłem się o granaty by rozpędzić hordę wroga. Bliżej temu tytułowi do Painkillera niż pierwowzoru. Nie jest to jednak wadą gdyż gra ogólnie nie sprawiała trudności i dobrze było w którymś tam momencie polec w walce i ponownie starać się coś przejść. W końcu cóż to za walka o ziemie skoro mielibyśmy iść na spacer z obcymi i ewentualnie ich ubijać. Co jeszcze może denerwować? Zdecydowanie lokacje. W 90 procentach są piękne. Jednak pozostałe 10 powodują nam wydłużenie gry. Są po prostu zbyt ciemne i momentami bez latarki ani rusz lub korytarze bywają zbyt podobne do siebie i dopiero po 10 minutach drogi mówisz sobie „ Już tu byłem!:/”. Nie jest to fajne, ale da się z tym żyć bowiem ta ciemnia momentami nadaje nam survival horrorowego klimatu. Ciemno aż tu nagle wylatuje potwór z garbem i głową na ramieniu, a jego tekstury oświetlane są latarką. Wygląda to bosko. Na dłuższą chwile jednak męczy. W części pierwszej było tego mniej i królował tam głównie trawiasty klimat i oświetlone lokacje. Tu historia jest nieco bardziej dorosła to i rozgrywka nieco się zmieniła.Co z muzyką? Muzyka w tej grze pojawia się w odpowiednich momentach i tworzy nastrój który jest ściśle określony w danych miejscach. Jak mamy walczyć i atakują nas zewsząd to przygrywają nam gitarowe aranżacje. W momencie gdy gra nastawiona jest na patos i poczucie wyruszania na wojne są to wzniosłe kawałki i tak dalej. Po ukończeniu tytułu ta muzyka wciąż drzemie w tobie. To musi coś znaczyć.

Podsumowując

Halo 2 zakończyło moją złą passe która to nie pozwalała mi kończyć zaczętych tytułów. Zrobiła to w sposób fenomenalny i dawno nie czułem tego „zajarania” ukończenia danej gry. Była warta świeczki ( całego kartonu świeczek). Jeżeli więc masz możliwość sprawdzenia tego tytułu lub części pierwszej to stanowczo cię do tego namawiam. Pokochasz blastery, stworki i Master Chiefa, a na widok słowa Halo w słuchawce telefonu przez jakiś czas na twojej twarzy pojawi się uśmiech który będzie równoznaczny z tym że to był czas warty poświęcenia i przeżycia tej przygody.

Ocena końcowa

9/10

One response to “HALO 2 – 10 godzin ratowania świata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s